czwartek, 6 kwietnia 2017

Rozsypany słonecznik

Patrzę tępo w monitor. Skupiam się na tym, by nie zapomnieć o oddychaniu. Biorę głębszy wdech, dla pewności, że w razie czego starczy mi na dłużej. Przerwa. Głaszczę paznokciem kciuka skórę nad górną wargą. Słyszę rzężenie komputera, odgłos pitej przez szczura wody, no i pędzące samochody. Kolejny głęboki wdech. A może zwykłe westchnienie. Odliczam sekundy, czuję je każdą komórką swojego ciała. Ale na co wciąż czekam? Pewnie tylko na tą jedną odpowiedź.


poniedziałek, 4 lipca 2016

Sen i walka lub sen o walce, czy też walka we śnie

W przeciągu tych dwóch lat, kiedy ślad po mnie zaginął, zmieniło się wszystko. Zmieniłam się ja, moje światy, postrzeganie reszty światów, otoczenie, nie mające związku z przeprowadzką. Chyba że do innego domu w własnym umyśle.
Dwa lata to szmat czasu. Dla mnie nawet zeszły tydzień jest snem, zagadką, bo nie wiem czy wydarzył się naprawdę.
Czuję się, jak gdybym przebrnęła przez kilka żyć. Kto wie, może tak właśnie jest. Na pewno tak właśnie jest. Trzydzieści lat, siedemdziesiąt, sto, tysiąc... Czy wszystkie moje wspomnienia są prawdziwe? Tracę kontrolę nad samą sobą. Targają mną sprzeczne emocje, potrzeby. Nic już nie jest pewne.

Nie sądziłam, że jeszcze tutaj wrócę.
Ale po tak długim czasie, wiem... o wiele więcej, choć już wówczas wydawało mi się, że wiem wszystko.
Czytając dziś swoje stare posty coś chwyciło mnie za serce. Chcę znowu na nowo poznać to uczucie, jakie towarzyszy publikowaniu swoich przemyśleń. Niczego nie obiecuję. Kto wie, może ten wpis nigdy nie ujrzy światła dziennego. Może zamknę go pod kluczem i wrócę  odwiedzić za kolejne tysiąc lat wędrówki po światach.

Nie jestem pewna, czy został mi choć jeden czytelnik. Nie mam zamiaru się tłumaczyć, wiem że nie będziecie wymagać wyjaśnień, o ile jakimś cudem natkniecie się na ten post. Chyba że z czystej ciekawości, spytacie:
- Gdzie byłaś?
- Co odkryłaś?
- Co przeżyłaś?
- Kim jesteś teraz?
I kilka innych, a ja powiem na wstępie tajemniczo i może psychopatycznie:
Nie ma jednej mnie, jest ich kilka, i każda z nich ma co innego do powiedzenia.
Tylko czy kogoś to jeszcze interesuje?

Nie lubię tego uczucia, kiedy po długim czasie zmagania się z brakiem sensu w głowie, mam ochotę zapisać sobą cały zeszyt, całe ściany i szafki. Wówczas wiem, że nadejdzie kres tych chęci, znowu nastanie mrok. Czemu tak się dzieje?

niedziela, 28 września 2014

Ekhm

Witam Was po dłuższej przerwie. (wiem, że to kiepsko brzmi) Mogłabym tłumaczyć, czemu zostawiłam blogowanie itd. ale kogo to obchodzi w gruncie rzeczy? Mam ok. 20 obserwatorów. Z tego oczywiście wszyscy o mnie zapomnieli, zdaję sobie z tego sprawę.
Chcecie jeszcze czytać tego bloga? Nie wiem czy warto wracać, chciałabym spróbować. Ale muszę wiedzieć czy ktoś z Was jeszcze został ze mną.
Jeśli dojdzie do reaktywacji tego beznadziejnego bloga, będę dzielić się swoimi przemyśleniami jak poprzednio. Lecz do tego dojdzie coś nowego, aby było lepiej. W ciągu tych miesięcy zmieniłam się... no, może nie diametralnie. Ale istotnie. I chcę podzielić się tym wszystkim. Bo jest o czym pisać. A ja bardzo lubię to robić.
Pytanie tylko czy chcecie to czytać? Proszę o odpowiedzi.
Pozdrawiam - Charlotte / Ares

czwartek, 13 lutego 2014

Aha

Siedzę sobie na polskim. I się tak zastanawiam. Nad pewnymi sprawami. Nad pewnymi rzeczami. Nad sobą. Nad sensem. Nad niczym.
To, co zawsze i coś ponad.
Dokonałam ostatnio pewnego jakże intrygującego odkrycia. Czegoś, co gdzieś tam w zakamarkach mojego umysłu było oczywiste już od miesięcy. Mam zaburzenia odżywiania. Oraz zaburzenia psychiczne. Ha, ha.

To dość dołujące - mogłę napisać tu milion bzdetów, a jednak tego nie robię. Nie wiem, po prostu nie wiem co i jak.
A tak dawno temu był ostatni post.
Coś ze mną nie tak. Coś się zmieniło. Bardzo dużo.
Zaniedbuję wszystko. Nie tylko bloga. Przede wszystkim naukę. Ale kogo to obchodzi. Ha, przecież to rzeczywiście nieważne czy przyjmą mnie do jakiegoś dobrego technikum czy skończę pod mostem, gdy już mój ojciec straci do mnie cierpliwość.
Na prawdę, niczego tak mi nie brakuje jak pieprzone załamanie tuż pod koniec roku szkolnego. I to tak istotnego. Bo waży na mojej przyszłości.

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Depresyjna Muza

Już od soboty jestem posiadaczką kolejnego dziennika oraz drugiej części "Pretty Little Liars". Bardzo cieszę się z tych dwóch faktów. Jak obiecałam - wracam do życia. Do pisania.
----------------------------------------------
Tu taka mała informacja dla tych, którzy nie są ze mną od początku. "Od podszewki" ten blog nosił nazwę "Nic". Po części dlatego, że nie miałam żadnego pomysłu, a nie chciałam nadawać byle jakiej nazwy. W każdym razie teraz jest to "Podwodny krzyk" - zainspirował mnie kawałek PiH'a "Pod wodą krzyk". Ten utwór jest dla mnie niezwykle ważny. On towarzyszył mi przez większość grudnia. Mnie i bólowi, który trawił moje serce, umysł i resztę ważnych organów. Przywołuje złe wspomnienia, mimo to... czuję się w pewien sposób przywiązana.
Warto posłuchać. Można się co nieco o mnie.. dowiedzieć. Czy coś.
Nadal, gdy przypominam sobie te wieczory i noce przy akompaniamencie podwodnego krzyku, moje serce się wzdryga. To coś więcej.

Wciąż pamiętam:
"Niesiesz ten krzyż, sam jesteś z tym
ej, co za syf, nie masz już sił,
Na fale rzucony w butelce list
i nie czujesz już nic
nie wierzysz w nic
zupełnie nic
Na fale rzucony w butelce list,
To tylko pod wodą krzyk"

Klik

~~

Wyczytałam kiedyś, że spędzanie większości czasu na słuchaniu muzyki sprzyja stanowi depresyjnemu. "To absurd" - chciąłoby się myśleć.
Czy napewno absurd?
Jestem prawie pewna, że wcale nie tak dawno ja sama miałam depresję. Słuchałam wtedy całymi dniami i nocami czasem też. Rap był moim nieodłącznym elementem (teraz też, ale nie o tym mowa). Chyba większość z nas, kiedy czuje się źle, słucha raczej piosenek niewesołych, przy których można się wypłakać. Przy zwyczajnym smutku jest to nawet dobre, ale osoby na które zwaliło się nieco więcej i ciężej... no tak można tego nie znieść. Ta osoba czuje się fatalnie. Naprawdę fatalnie, a na dodatek łucha cierpienia w muzyce. Do czego to prowadzi?
DEPRESJA
MYŚLI SAMOBÓJCZE
POTĘPIANIE SIEBIE SAMEGO
WRAŻENIE, typu: MOJE ŻYCIE JEST DO DUPY,
a ja jestem NIKIM.

Tak, właśnie do tego to wszystko może prowadzić, nie wiem czy zdajecie sobie z tego sprawę.
Muzyka uzależnia. I nie wolno z nią przesadzić, przy czym trzeba uważać czego się słucha.

poniedziałek, 20 stycznia 2014

7 faktów o mnie

Zostałam nominowana dzięki Paulli, tu Jej  b l o g.
Dziękuję <3 A teraz przepisowe 7 faktów o mnie, ech, zapewne nudnych jak cholera. :]

VBA 


1. Nie wiem kim jestem i po co żyję.

2. W środku jestem kamieniem, moje uczucia zamykam w szczelnym pudełku.
   Niestety nawet to szczelne pudełko czasem pęka od naporu.
3. Wierzę w prawdziwą miłość, przyjaźń do grobowej deski, szczęście (lecz nie fuksa) i spełnienie.
4. Przestałam pisać dla siebie. 
    To dawało mi... wiele. Pisanie było bardzo ważną częścią mnie. Po części dlatego teraz jestem żywym trupem. Lub martwym istnieniem.
5. Sama siebie nie potrafię zrozumieć.
6. Uwielbiam zarywać noce.
7. Wczoraj ktoś spytał mnie na asku kim dziś jestem (czyli kim wczoraj byłam).
    Odpowiedziałam tak:


Nie wiem kim jestem.
Ciałem bez duszy.
Nie tylko dziś.
Jestem skorupą.
Jestem czymś co zwie się pustką
jestem cyborgiem,
trupem, 
wydechem siebie.
wewnętrzną eksplozją
Jestem czymś, co nie istnieje
czymś, czego nie ma
jestem złudzeniem.





Głupio mi opublikować tylko to, ale nie wiem co mogłabym tu jeszcze wcisnąć, tak żebyście nie przysnęli przypadkiem ;]

Proszę, aby autorzy poniższych blogów dołączyli do "zabawy" :] Nominuję:
▲ justsmilebabyy.blogspot.com/
 marysia-zawlocka.blogspot.com/
 daizjuka.blogspot.com/
mietowy-swiat-hi-hi.blogspot.com/

▲ ros-ali.blogspot.com/
 alma-del-juego.blogspot.com/


Muszę. zaczą
ć. pisać. bo umieram.
ha, chyba już umarłam :]
ale wierzę w to, że zmartwychwstanę.

 ♥ ferie

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Jam obojętność

Nadchodzi ten czas...
kiedy trzeba napisać kolejnego posta.

To takie dziwne i głupie, gdy człowiek zajmuje myśli sylwetką kogoś, kto zranił i zawiódł. A wraz z nią eksplozja uczuć. Tych najmniej porządanych, jak tęsknota, miłość...
Przyznam się Wam do czegoś. Nie czuję się tu bezpiecznie. Zupełnie tak, jak gdyby moje posty trafiały do wszystkich moich znajomych. A tak nie mogłoby się stać. Prawda?
Nawet nie mam ochoty wspominać.
Wszystko zaczęło się mnie mijać.
O b o j ę t n o ś ć
To okropne. A właściwie nie. Mam to gdzieś. Mam gdzieś, że ból mnie zmienił. Mam gdzieś, że nie jestem sobą.
Nie. Jestem sobą. Ale inną sobą.
Jestem obojętnością.

*

Słyszałam szepty.
Wiesz co mi szeptały?
Że jestem dziwaczką.
Ale ja im nie wierzę, wiesz?
To one są dziwne.
Słychać je, ale nie widać.
Dlaczego tak jest?